17 wrzesień 2017

Marcin Gienieczko dokonał podwójnego trawersu Gór Mackenzie jako pierwszy Polak  i  jeden z nielicznych na świecie!-relacja końcowa. Czyli co Marcina motywowało? Jaki sprzęt używał? Co w życiu jest ważne? Zapraszamy do tej finalnej relacji.

Góry Mackenzie otacza surowy posmak przygody. Stanowi nieodłączną cześć świata nieprzyjaznego, choć pełnego majestatu. Świata, który daje szanse  ludziom silnym, twardym ,niezłomnym i nieustraszonym: poszukiwaczom złota, myśliwym, Indianom i Eskimosom. Przestrzeń tych stref, wyjąwszy rzadkie  i słabo zaludnione enklawy ludzkich siedzib, stanowi  królestwo pustki, samotności, ciszy, bezruchu i braku  życia. Wielkim wrogiem jest zimno. Zimno którego nie potrafi sobie wyobrazić ten, kto go nie doświadczył. W styczniu temperatura spada poniżej 50 stopni. Lato jest krótkie, trwa zaledwie parę  tygodni.

Od 27 lipca do 8 września przez 44 dni Marcin Gienieczko przemierzył w stylu sportowym 990 km, z czego 610 km samotnie. Trasa wiodła od indiańskiego miasteczka Ross River do miasteczka Norman Wells nad rzeką Mackenzie. Po trzech dniach odpoczynku w Norman Wells  i leczenia ramion , które obtarł w trakcie przeprawy przez dziewicze rejony góry Blue Mountain, powrócił na szlak wraz z kolegą z Yellowknife- Rupertem Dook. Dotarli  do celu po 16 dniach intensywnego marszu. Dzienny dystans wynosił od 20 km do 38 km do stacji  myśliwych przy granicy z Yukonem –Mila 222. Był to podwójny trawers Gór Mackenzie na najdłuższym odcinku 1000 km zrealizowany przez Polaka oraz jeden z nielicznych na świecie.

Oto relacja Marcina:

-Zdecydowałem się na takie długie przejście gdyż rozwiązaniem był specjalnie wykonany wózek, który służył mi do transportu żywności oraz sprzętu. Tym samym nie musiałem organizować  zrzutów żywności z samolotu lub helikoptera na tak dużym i wymagającym  terenie. Większość ludzi tak logistycznie to organizuje. Wędrując samotnie-pierwszy trawers z Ross River do Norman Wells  zrobiłem w 25 dni pokonując 610 km. Wybrałem najtrudniejszy wariant przejścia, przez legendarną górę Blue Montain gdyż tylko to mnie interesowało. Założeniem projektu było najtrudniejsze przejście. Zarówno mój kolega z Kanady Rupert Dook,  jak i mój  kartograf z który  współpracuje   Adam Wasilewski, namawiali mnie abym szedł doliną. Zdecydowałem się, że idę przez górę , która jest bardzo zdradliwa. Nie ma ścieżek, trzeba było na linie spuszczać plecak w dół w pewnych odcinkach. Przedzierać się przez gesty las i krzaki, często na granicy urwiska.  Jedna pomyłka i można  było spaść  200 metrów w dól. Wędrowałem w deszczu. Łatwo nie było.  Ale  czy w życiu trzeba szukać  łatwych dróg? One nigdzie nas nie zaprowadzą. Dlatego mimo ostrzeżeń, wybrałem trudniejszy wariant. Ponadto to było i jest originale przejście gór Mackenzie. Trasę z Ross River do granicy z Yukonem potraktowałem jako  przygotowanie i rozgrzewkę przed dalszym przejściem gór Mackenzie . Od Granicy z  Yukonem zaczęło się prawdziwe zmaganie ze sobą i przyrodą. Pierwszy raz  zetknąłem się z  górami Mackenzie  w 2007 roku. Wówczas z powodu złego planowania i głębokiego śniegu oraz kontuzji mojego kolegi Macieja Majerskiego nie zrealizowałem projektu. W zamian powstał film:



Po 10 latach od tamtego czasu, postanowiłem  zrealizować wielkie przejście. Dlaczego? Bo moim celem  jest Biegun Południowy. Postanowiłem iść na Biegun od miejsca, gdzie 10 lat temu coś zostało przerwane. Postanowiłem czyścić wszystko na swojej drodze do Bieguna Południowego. Rodzinie powiedziałem – przejdę Góry Mackenzie, idę na Biegun, nie przejdę- rezygnuję z projektu. Teraz wiem, że mam zielone światło na Biegun Południowy. Wracając do przejścia. W trakcie tej wyprawy musiałem skrosować takie rzeki jak Ekwi River, Twitty River, Little Keele River oraz Carcajou River. Użyłem do tego ultra lekkiego pontonu,  sprowadzonego specjalnie na tą wyprawę z USA.  Alpacka ważył zaledwie 3, kg. Z paczuszki o rozmiarach 23×61 cm szybko może zmienić się w wytrzymałą i zwrotną dmuchaną łódkę o długości 221 cm. Niektórzy idą na przejście gór Mackenzie z nadzieją, że los się uśmiechnie i nie zabierają pontonu. Niestety tak też zrobił mój partner. Za co później mnie przepraszał i żałował, że go nie zabrał – tłumaczył to  oszczędnością   w kilogramach w  bagażu-tu każdy dodatkowy kilogram ma znaczenie. W trakcie  powrotnego trawersu, Rupert ‘crossował’ rzekę  Little Keele River. Próbował parę razy. Niestety się nie udawało.  Powiedział-Marcin, na mila 36  byli myśliwi, którzy czyścili odcinki Canol. Wracam do nich. Nie dam rady bez pontonu, to był mój błąd, że ciebie nie posłuchałem. Powtarzał. Usiedliśmy i szukaliśmy rozwiązania. Wiedziałem, że jak on zrezygnuje, ja zrezygnuję również, bo drugi trawers Canol miał być z partnerem. Ostatecznie namówiłem go aby poszukał płytkich odcinków koryta rzecznego . Po kilku godzinach walki, udało mu się ją przejść. Wcześniej przepłynął Carcajou wpław co mi  zaimponował. Po jego  przejściu nadmuchałem swój ponton i przepłynąłem na drugą stronę, co też nie było łatwe, bo mały ponton na górskiej rzece zachowywał się jak piłka pingpongowa. Mało co się nie wywróciłem na  bystrzu klasy 2 plus. W 2016 roku na   Little Keele River w trakcie przeprawy utopił się człowiek. W 2008 roku w trakcie mojego 350 km marszu-wówczas zrealizowałem niepełny trawers- rzeka również mnie porwała i ledwo uratowałem życie. To jedna z najbardziej zdradliwych rzek w trakcie tego trawersu. Po przejściu samotnie 610 km, miałem tak „dobite” ramiona, że  pielęgniarka w niewielkim ośrodku zdrowia w Norman Wells, odradziła mi pokonanie drugiego trawersu. Wiedziałem, że muszę iść. To było silniejsze ode mnie. Chciałem zrealizować taki sam dystans,  jak na Biegun Północny czyli 960 km. Chciałem  sprawdzić jak moja psychika to znosi -ból, cierpienie, wysiłek, samotność. Przeanalizować kwestie techniczne, np. spalanie benzyny itp. Pada często pytanie jakie miałem buty? Super mocne HANWANG. Jednym z sekretów butów Hanwag jest podwójny szew, stosowany przez zaledwie kilku producentów na całym świecie. Sprawdziły się,  zwłaszcza, że 40% marszu przez góry Mackenzie to marsz wodą-korytami rzek.

W eksploracji trzeba  być przewidującym i myślącym jak szachista. Rupert Dook w obecności pielęgniarek przeszedł szybkie szkolenie  w opatrywaniu moich ramion, Specjalne maści z antybiotykiem miały wysuszyć rany. Jeszcze kiedy wędrowałem samotnie,  pytał mnie kilka razy  czy  pójdę z nim. Obiecałem mu, więc nie mogłem ,,pęknąć” za sprawą ramion. Dałem słowo. A to ważniejsze niż wszystko inne. Więc to też mnie motywowało na drugi trawers. Było sporo zagrożeń, bo pielęgniarka powiedziała mi – „jeżeli dojdzie do zakażenia krwi, masz 24 godziny na to aby ciebie ściągnąć helikopterem z gór Mackenzie do ośrodka zdrowia, a później do szpitala”. O tym też został poinformowany Marcin Rojek, Polak mieszkający w Norman Wells, u którego zatrzymałem się aby odpocząć. Mimo to zdecydowałem się na  drugie przejście. Obawiałem się tego bo obtarcia bo w trakcie marszu to czasami ból nie do zniesienia. Przekonał się o tym podczas pierwszego trawersu Antarktydy doświadczony polarnik Borge Ousland. Z tego powodu musiał przerwać wówczas wielką ekspedycje. Wówczas pomyślałem-czy Biegun będzie łatwiejszy? Nie, zdecydowanie nie. Trzeba było więc podjąć to wyzwanie w łamaniu zasad i rozsądku. Rupert przygotował mi lepsze szelki. Obkleiliśmy szelki na wysokości moich ramion pianką, tak aby było najmniejsze tarcie w tym miejscu. Dodatkowo Rupert zrobił mi pas na głowę. Dzięki temu miałem częściowo odciążyć ramiona.  Mój plecak ważył 35 kg. W odróżnieniu od kolegi, niosłem dodatkowo ponton, wiosła, trzy nadajniki, tel satelitarny, pudełko na sprzęt elektroniczny, większy namiot itp. Pas, który odciążał częściowo ramiona, zakładałem na  głowę. Niczym Szerpa z Himalajów niosłem plecak. Przez  pierwsze 3 dni stosowałem to rozwiązanie. Później  zaczęły boleć kręgi szyjne, więc zdecydowałem się na rozwiązanie pierwotne. Niemniej, to pomogło w początkowej fazie marszu powrotnego.

Parę słów o eksploracji: Czyli jak rozwiązywać sytuacje?

Amundsen do końca nie mówił, że pójdzie na Biegun Południowy, dopiero u wybrzeży Australii  poinformował świat zachodu faksem o zmianie planów. Jego założeniem miał być Biegun Północny, ale że został zdobyty przez Roberta Peary-( Sukces amerykańskiego odkrywcy kwestionowano od samego początku), nie miał motywacji być drugim, wiec wybrał się na Południe. Jednak wiedział, że idzie wyprawa Scotta.. kiedy  Scott się o tym dowiedział, puściły mu nerwy i powiedział- a to przebiegły łotr…

Inny przykład;  Scott wybiera się na Biegun Południowy z kucykami…… a Amundsen z psami z Grenlandii.  Psy z grubą sierścią  mogą iść w głębokim śniegu,  słabsze psy mogą być zjedzone przez silniejsze… i większa możliwość przetrwania… Są to przykłady rywalizacji i rozwiązywania rożnych logistycznych problemów.

Tutaj  w płn Kanadzie to przyroda rządzi, wyznacza kierunek działania. Może się zdarzyć tak, że po 3 dniach opadów deszczu, poziom wód podniesie się na tyle, że nie można crosować rzeki…. i co robić? Czekać?, ryzykować?.. można  próbować przejść, plecak porwie i koniec….

Ta część świata nie lubi myślenia  ,,jakoś tam będzie”…To nie ten region eksploracji. Ziemia Północy lubi ludzi przewidujących, chociaż wszystkiego w  przygodzie nie da się zaplanować. To fakt.

W trakcie wyprawy, a myślę tu o drugim trawersie, odnalazłem swój wózek, który pozostawiłem przy rzece Twitty River. To znacznie przyspieszyło marsz. Moje zdarte ramiona mogły w końcu zacząć się regenerować. Było też spotkanie z niedźwiedziem grizzly koło rzeki Godlin River. Najdłuższy dystans w trakcie dnia, zrobiliśmy od osady Godlin River do przełęczy Caribu Pass-38 km w 12 godzin. Jednocześnie 6 -krotnie „crossowaliśmy” rzekę Ekwi River. Po przejściu tego odcinka, marsz był już zdecydowanie łatwiejszy. 380 km pokonaliśmy w  trakcie drugiego trawersu  w 16 dni.

Łącznie przeszedłem 990 km plus 10 km przeprawy przez rzekę Mackenzie około  1000 km  zrealizowanego wyzwania. Czy warto było?

Zdecydowanie tak. Z wielu powodów.  Po przepłynięciu Amazonki w canoe, za który to wyczyn otrzymałem World Records Guinnes(szefowie WRG w korespondencji nie  kazali mi się powoływać ani odsyłać certyfikatu  a nawet znieśli wcześniejsze  wymuszone przez moich wrogów unieważnienie, choć są tacy, którzy twierdzą inaczej), kilkoro ludzi nie mogło mi darować tego sukcesu. Zacne grono, między innymi Piotr Chmieliński  organizatora nagonki, Janusz Janowski z Festiwalu turystycznego „ Kolosy”, postanowili mnie upokorzyć za wyraziste poglądy na temat Festiwalu. Mimo ,że wcześniej jako ,,profesjonaliści ” analizowali wszystko i mi przyznali   nawet wyróżnienie za wyczyn roku .A nawet nie samego festiwalu, tylko  nieuczciwe lobbowanie  uczestników rowerzystów którzy po mnie  przepłynęli Amazonkę na mniejszym dystansie -wbrew regulaminowi. Wyrazem mojego sprzeciwu, było nie odebranie przez mnie osobiście nagrody, przyznanej mi właśnie przez te osoby oraz jasne przedstawienie sprawy innym osobom. Pan Janusz Janowski napisał do Mariusza Cholewińskiego (organizator grudniowego spotkania , prezentacji w Górze Kalwarii)  który widząc system działania próbował wytłumaczyć sprawę. Niestety Pan Janowski  tutaj cytat napisał: ,,Mam nadzieje ,że niebawem sprawa Pana Marcina Gienieczko zostanie zamknięta”. To pokazuje jaki wymiar zadań był nastawiony na moja osobę. Przykre ale prawdziwe.  Każdy kto mnie poznał wie, że płace za to wszystko wyrazistymi poglądami które są szczere do bólu. Również  mojego. Jednak nie wszystkim to pasuje bo są inne niż ktoś inny myśli według swojego schematu. I tu się bierze problem. Bylem szantażowany(moja rodzina również ) ,zastraszany przez układane  pod zniszczenie mojej osoby ustawione publikacje. W eksploracji jest jedna zasada ,tego mnie nauczyła, ze kucać trzeba tylko przed Bogiem. Wziąłem to mocno do siebie. To mnie motywowało.

Cóż, gdzie ludzie tam i zawiść i rożnego rodzaju gry…Film tutaj:



Próbowano mnie zdeptać, upokorzyć i wykluczyć ze środowiska i nie tylko. Próbowano…  Próbowano odebrać mi oficjalny patronat nad moją wyprawą na Biegun Południowy, przyznany przez Polski Komitet Olimpijski. Rozpędzona lokomotywa linczu niszczyła wszystko, co do tej pory zbudowałem. Jednak trzeźwo myśląca i nie opętana żadnymi układami organizacja PKOL, odmówiła  towarzystwu wzajemnej adoracji podróżników zuchwałej nagonki. Cytuję: „(…)nie odbieramy patronatu dla Pana Marcina” , ponadto Prezes PKOL  zdecydowanie odnosi się do insynuacji na mój temat. Cytuję: „ W  skierowanym do PKOL  apelu  są informacje  nierzetelne, wręcz nieprawdziwe.” Więcej informacji tutaj:
http://www.soloamazon.info/blog/
Do tej pory organizatorzy nagonki nie opublikowali listu PKOL. Dlaczego? Może nie było to  w założeniu ,że ktoś  może powiedzieć inaczej.

Poparcie PKOL  spowodowało, że trzeba czasami iść  na przekór losowi, walczyć. Czasami wbrew wszystkiemu i wszystkim. Tego tez mnie nauczyła eksploracja.  To mnie motywowało w wędrówce przez góry Mackenzie. Dzięki tej wyprawie znów, za słowami Jana Pawła II, wypowiedzianymi w Gdańsku w 1987 r., znalazłem swoje Westerplatte.



Każdy z Was, młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych”.

W trakcie tej  wyprawy schudłem 14 kg. Było to ciężkie wyzwanie, ale teraz wiem że mogę iść dalej. W życiu trzeba iść czasem na przekór losowi, być niezłomnym ,walczyć do ostatniej kropli krwi i potu. Tego się nauczyłem w trakcie tego projektu. To dały mi Góry Mackenzie. Stałem się silniejszy. Żadne ustawione publikacje nie pomogą zniszczyć to co  budowałem latami. Nie żyjemy w próżni….To co prawdziwe samo się broni -powtarzałem.

Zapraszam do przeanalizowania  przejścia: Była to pierwsza wyprawa relacjonowana live przez 3 nadajniki satelitarne, gdzie na bieżąco można było śledzić przebieg marszu . Wielu z Państwa miało taką możliwość. Kondycyjnie projekt był ciężysz od przepłynięcia Amazonki. Ci którzy nie byli w centrum wydarzeń mogą snuć tylko przypuszczenia. Takich ludzi którzy widza zazwyczaj temat z lotu ptaka jest wielu. Nie widza  detali.


https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=14Stdy1LG9RUVLpOzUkspu_4wpwk&ll=63.66700745521405%2C-129.71398999999997&z=7


http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/


http://solo-mackenzie.blog.pl/

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za doping i życzliwość. Zwłaszcza dla Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Pana Prezesa Andrzeja Krasickiego i Pana Henryka Urbasia,  za to, że dzięki tej organizacji miałem możliwość iść dalej. Mimo wszystko i na przekór wszystkiemu.

Co dalej?

Niebawem  praca męska ale zadaniowa  przeprowadzam  z kapitanem 200 metrowy statek Tankowiec  z Dunkierki do Antwerpii  później  startuje w zimowym biegu na orientacje na  50 km a później cóż  trawers Grenlandii i dopiero trawers Antarktydy w 100 lecie PKOL.   Taki wymiar zadań. Trzeba robić swoje  nie zbaczać z drogi która wyznaczyłem 20 lat temu…. Kiedyś się spytałem kolegi   ks Janusza Rosłana; Jak mam żyć? Odpowiedz prosta: ,,bądź wierny sobie”.

Z poważaniem, Marcin Gienieczko

Szanowni Państwo, podziękowania za życzliwość i współpracę, składa również rzecznik projektu – Alicja Gienieczko, która miała okazję przygotowywać i dostarczać Państwu relacje.

DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>